piątek, 30 marca 2012

PMS




Przez tą zmianę czasu i nawał roboty wstaję rano ogarnięty niczym Francuski ruch oporu. Mówi się trudno i żyje się dalej, wsiadam za kółko swojej hybrydowej maszyny zapierdalam po 61 niczym Mig-29 by po chwili stwierdzić - suprajs! Mam pół baku O.o ale skąd ? Może brat zrobił mi prezent przedświąteczny i zatankował wczoraj gdy spałem. Stwierdzam że coś jest nie tak bo komornik nadal się świeci... Moje niezawodne auto się popsuło ? To chyba niemożliwe, powoli zaczynam wkręcać się na wyższy poziom świadomości i nagle: Eureka  ! Patrzyłem się na wskaźnik od temperatury : ) taka śmieszna sytuacja, trochę dystansu do samego siebie i zajebisty humor można mieć od samego rana. Chyba jednak nie na długo... Moi drodzy czytelnicy PMS - co to kurwa jest PMS? Nie będę pisał o sterowaniu sygnałem o zmiennej szerokości impulsu bo to PWM. PMS to według Wikipedii - Zespół napięcia przedmiesiączkowego (Premenstrual syndrome) – zespół objawów psychicznych, fizycznych i emocjonalnych występujący od kilku do kilkunastu dni przed menstruacją i ustępujący z chwilą jej rozpoczęcia. Czyli zasadniczo powinien dotyczyć tylko kobiet ale czasami mam wrażenie, że występuje bez względu na płeć, dzień miesiąca i układ gwiazd. Jako że ludzi łączy Zus, Urząd Skarbowy i inne wspólne problemy... do których można zaliczyć ludzką uprzejmość i opierdol z samego rana za kolor nieba i miłość do ojczyzny. Masakra Panowie, Masakra i tak ludzie dostali okresu i wyżywają się nad biednym Toudim. Jeszcze na koniec dnia dowiedziałem się że posiadanie prawdziwego kombinezonu MotoGp z prawdziwej skóry jest prawdziwym problemem bo regeneracją zajmują się prawdziwi profesjonaliści którym zajmuje ... a kurwa mać z tym wszystkim idę na piwo ! 

niedziela, 25 marca 2012

Lustro




Korzystając z tego luksusu jakim jest dzień wolny od pracy postanowiłem posprzątać w domu. Lubię jak jest czysto zresztą większość podziela moje zdanie że wszyscy lubią porządek ale nikt nie lubi sprzątać. Ja jak zwykle wyłamuję się poza schemat - sprzątanie odstresowuje mnie bardziej niż siłownia. Umysł skupia się na osiągnięciu wymarzonego celu czyli porządku. Cała chata wysprzątana, idę zrobić kanapkę... przechodzę obok lustra - prócz oczywistego czyli odbicia brzydkiego jak deszczowa noc listopadowa Pana BBB - no cóż do najprzystojniejszych zaliczać się nie mogę, całe szczęście bo dupy waliłyby drzwiami i oknami a tak jeszcze zachowują pozory normalności i pukają przed wejściem : ) chyba nie wspominałem do tej pory że jestem niezwykle skromnym człowiekiem a to jedna z moich licznych zalet. Wróćmy jednak do meritum czyli lustra ... a te jest maksymalnie upierdolone - Rurka zwolniłem w zeszłym tygodniu więc nie ma kogo opierdolić, niewolnictwo jest nielegalne - plantacja bawełny zaczęła przynosić straty od czasu ekspansji produktów z Chin - zwinąłem interes. Brudne same się nie wyczyści... wziąłem płyn i psik psik jadę z tematem. 10 minut pucowania i nadal upierdolone...  Lustro jest zwierciadłem duszy - to jak wygląda zależy od jego właściciela : w moim słitfocia raczej by nie wyszła za dobrze, po drugie kiepski ze mnie fotograf a więc chciałem żeby przynajmniej było czyste. Kolejny kwadrans pucownia w stylu KarateKid i Kamil Durczok pochwaliłby mnie za wytrwałość i efekt końcowy. Po prawie półgodziny poświęconej na pielęgnację tej płaskiej powierzchni stwierdzam że należy obarczyć kogoś tym zadaniem - czas zatrudnić sprzątaczkę albo znaleźć żonę która wyręczy mnie w tych trudnych chwilach. CV ze zdjęciem w bikini i listem motywacyjnym proszę wysyłać na adres żona-dla-BBB@gmail.com

piątek, 23 marca 2012

Patologia





Po prawie tygodniu masakry w pracy przypominającej raczej Bitwę pod Grunwaldem i obronę Westerplatte niż wymianę podstawowych pierdół w zdezelowanych autach poruszających się po naszych dziurawych drogach, stwierdzam że ciężko się pracuje z zapaleniem płuc. Pierwsze ciepłe dni a ja kieruję się do łóżka, nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że będę leżał sam, sam jak palec a w koło sami kryminaliści : (  Ciepło, zimno, ciepło, zimno - kurwa mać o co chodzi ? Dostałem menopauzy ? Piątek post, więc wracając z pracy doznałem olśnienia - na obiad lasagne - no przecież  wypadałoby zdrowo się odżywiać podczas choroby, iście lekkostrawna wegetariańska uczta. Niezdążyłem dobrze otworzyć pudełka - telefon. Zachowałem zimną krew, powoli Bert ! bez zbędnych nerwów, akurat trochę ostygnie. Dwie minuty rozmowy, łapię się za widelec - kolejny telefon ! No ja pierd... i tak jeszcze dwa połączenia! Co za patologia - niedługo Rutkowski będzie do mnie dzwonił i pytał czy ma założyć okulary z czarnymi czy srebrnymi oprawkami. Może jednak szare to będą pasować do garnituru. Zero samodzielności - nic zero, nawet mniej a jak już coś wymyślą to tylko strzelić w kolano za ten genialny pomysł. 5 godzin 32 połączenia przychodzące - jeszcze trochę a kupię sobie słuchaweczkę i będę zapierdalał niczym maklerzy na Wall Street. Kurwa to kurwa tamto człowiek stara się zachować resztki kultury i opanowania ale jak nie dodasz łącznika po łacinie to nie dotrze, a lasagne stygnie. Tak się zagotowałem, że zrobiłem sobie herbatę która w reakcji z Gripexem spowodowała u mnie chwilową niepoczytalność - włączyłem Listy do M. Przerywam te wypociny polskiej kinematografii bo telefon ciągle dzwoni, jak nie Asia to Kasia jak nie Czesiek to Grzesiek. Czy ja wyglądam na informację turystyczną? Jak trzeba pożyczyć $$ albo postawić diagnozę przez telefon to wszyscy sobie przypominają ooo a może Bercik ? Żałosne ...  Zakopałbym swój sweetaśny telefon gdzieś w ogródku ale zostało mi kilka plansz w AngryBirdsach a nie odbierzecie mi tej przyjemności oj nie ! They can take our lives but they can't take our freedom ! Podobno nie ma ludzi niezastąpionych, całe szczęście że to prawda bo w innym wypadku - kierunek oddział zamknięty.

środa, 21 marca 2012

You ugly Moherfucker !





Smutno, szaro na ulicach, nie ma cycków ale za to pełno lasek... które spacerują w ręku emerytek i rencistek. Wredne baby nie chcą się poddać biodegradacji i przypominają o sobie kiedy tylko nadarza się okazja. Nawet w Urzędzie Komunikacji. Ja młody, biedny już nawet nie student, wszędzie mi się śpieszy a doba ma tylko 24 godziny. Nie ma czasu na nic, tylko praca, praca, Fejsbook i praca. Zero czasu na lekturę, puzzle a o  przyziemnych sprawach typu prasowanie nie wspomnę. To stara menda społeczna wpycha się przed Bercika twierdząc, że Ona tylko z zapytaniem. Spoko loozik, nikt nie lubi stać w kolejce a potem zadać 5 sekundowe pytanie słysząc jeszcze krótszą odpowiedź. Widzę jednak, że zostałem wyruchany i to niczym bohaterka serii pornuchów "Ślady zębów na Kaszance". Babka wyjmuje kwity od nowego Lexusa i wnuczkowi będzie rejestrować samochód O.o Mama dobrze mnie wychowała, co z tym idzie westchnąłem głęboko ale po chwili odezwała się moja barbarzyńska natura i zapytałem grzecznie : "Czy coś się Pani popierdoliło?". Babka zrobiła minkę karpia, poprawiła sztuczną szczękę  po czym : "Wy młodzi to bez wychowania, jak można odzywać się tak do starego schorowanego człowieka... Do kardiologa się śpieszę, Pan może poczekać a nie wszczynać awantury - młody Pan jest i ma czas". Zbaraniałem... gdybym pod ręką miał krzesło to bym pierdolną w ten beret w kolorze Écru dostał 5 lat wyszedł po 3 za dobre sprawowanie ale za to jednego chwasta mniej a na spacerniaku miał bym luzy za odwagę cywilną. Wszędzie im śpieszno: na zlot fanek Radia Maryja, po rentę, emeryturę, rentgen złamanego biodra. O miejscach w komunikacji miejskiej nie wspomnę... pod ścianę i rozstrzelać. Stoją,  sapią, pierdolą o receptach - Chryste Panie. Gdzie te wszystkie staruchy jeżdżą od 6 rano do 22 ? Nie mam pojęcia ale idę na górę po amunicję i czas zrobić z tym porządek !
.

niedziela, 18 marca 2012

Z Piątku na Poniedziałek




Weekend - najzacniejsza część tygodnia którą poprzedziła ciężka praca lub ewentualnie wegetacja w miejscu zatrudnienia. Pomysłów i sposobów spędzenia tych kilku godzin jest więcej niż gwiazd na niebie. Zaczynając od całonocnych melanży krocząc z klubu do klubu, wizyty w operze lub teatrze a kończąc na pikniku w Pipidowie Dolnym. Co kto lubi do wyboru do koloru - ograniczenia to fantazja, stan konta i limit czasowy który możemy przeskoczyć gdy czynnik o którym wspomniałem wcześniej nie trzyma nas twardo w ryzach. Korzystając z okazji wybrałem się do Stolicewa. Niestety, człowiek jest niekonsekwentny w tym co mówi i robi - 2 lata temu byłem na super mega MotoBazarze i stwierdziłem, że nigdy więcej moja noga tam nie postanie. Dziś odwiedziłem po raz kolejny ten jarmark z nadzieją, że jakimś cudem dokupię kilka niezbędnych gratów. Nic bardziej mylnego - połowa "fachowców" i znawców tematu powinna być powieszona razem z naszym Premierem na suchej gałęzi. Kilkadziesiąt pseudo sklepików i straganów "fanów i pasjonatów" jednośladów powinno być idealnym miejscem na przedsezonowe zakupy. Jednak okazuje się że połowa z nich nawet nie wie co to jest ślizgacz na piszczel a o rozmiary i dostępność tarcz hamulcowych do topowych modeli Yamahy nie ma co pytać. Przebolałem bilet wstępu w cenie McZestawu i pół godziny oczekiwania na wejście w 200metrowej kolejce - odbiję sobie za chwilę gdzieś w galerii. Sam nie lubię dreptać po tych zatłoczonych labiryntach pełnych zwiedzających a nie kupujących więc dołączyłem do siostrzyczek które grasowały już w Arkadii. Na pierwszy ogień poszedł Pull&Bear - wtedy zorientowałem się że nie mieszczę się już w rozmiarze L  - dziwne to i niezrozumiałe bo jakoś od ostatnich grudniowych zakupów mnie nie przybyło - nie licząc bicepsa który w obwodzie przypomina teraz bardziej kobiece udo niż ramię programisty, pozostałe proporcje zostały zachowane. Zawsze wydawało mi się że L - Large znaczy duży, czyli nooo liczmy na takiego  faceta 185 cm ale koniec końców człowiek bez wykształcenia więc mogę się mylić, trudno szukam XL. Tego kosmicznie dużego rozmiaru jak na lekarstwo, prędzej znajdziesz oszczędności w sejmie niż ładną koszulę dla Bercika. Jeden, drugi, trzeci sklep nic tylko usiąść i strzelić sobie w łeb. Wpadam do ZARY - dział męski, jeszcze ostatnio taki przypominał ale dziś stwierdziłem, że mój poziom testosteronu i orientacja hetero nie pozwala na zbyt długie przebywanie w tym miejscu - Adieu. Różowe spodnie - kurwa powtórzę RÓŻOWE - nawet Miss Polonia oferując swój boski tyłek nie namówi mnie do założenie tej paranoi na moje cztery litery! FootLocker - moja jedyna nadzieja... Jednak i tam moje morale zostały rozbite na atomy - wszystko na kształt trampek, rozpłakałem się    ; (        wziąłem pierwsze lepsze czarne i poszedłem do kasy... Sytuację uratowała wizyta w księgarni i kupno kolejnej książki autorstwa Puzo. God bless him !

czwartek, 15 marca 2012

Label





Czwartkowy wieczór, jeszcze rok temu kombinowałem żeby jak najszybciej wrócić do domu z obozu pracy i lecieć w miasto. Cel był jeden - siłownia, ćwiczenia na biceps po 25 i 50 - pojedynki przy barze i obok baru na dłuższą metę wykończą każdego. Całe szczęście jest jeszcze część taneczno-rozrywkowa a mianowicie - Karaoke. Baaaa wiadomo, że ja jestem King Bruce Lee Karrrrrate mistrz. Wiadomo również, że po dobrej wódzie lepszy jestem w dżudzie - gorzej gdy tryb Godlike jest aktywny.  Przed takimi ćwiczeniami ważna jest rozgrzewka... człowiek nie ma już 18 lat i piwem raczyć się nie powinien, chyba, że belgijskim i siedząc na zakurzonych krzesłach w Delirium Tremens. Beforek u znajomych - i z kranu musi lecieć Johny Walker. Zdecydowanie jeśli chciał bym kogoś obrazić to na imprezę przyniósłbym RedLabel - taka to mała metafora którą można porównać do ryby zawiniętej w gazetę. Właśnie dostałeś czerwonego Jaśka ? Stary, jutro śpisz z rybkami w Narwii razem z Lucą Brasi. Rzekę mamy i tak brudną więc jedna menda społeczna na dnie więcej lub mniej nie robi różnicy. Dziś siedzę w domu, piszę blog, ledwo zipię po całym dniu użerania się z rolnikami. Tłumaczysz jak człowiekowi, kulturalnie, bez nerwów to nie rozumie - no kurwa ! Muszę się uwsteczniać i rzucać łaciną bo inaczej nie można. "Panie a to, Panie a tamto" i jutro od nowa Polska Ludowa. Czas uderzyć w kimono, na dobry sen przydał by się baton ale jak się nie ma co się lubi to się zamula i pije się w  samotności-. RedLabela. To nie alkoholizm choć jako pseudo pisarz powinienem mieć taki nałóg wpisany do CV - takie to skrzywienie zawodowe ... chyba się zestarzałem - w szklaneczce zamiast łychy Irving żurawinowy i 3 łyżeczki cukru na bogato - szlachta się bawi koszta się nie liczą :)

niedziela, 11 marca 2012

Najtrudniejsze Decyzje




Siedzisz sobie po śniadaniu w fotelu z masażem i rozmyślasz. Za oknem wieje, chyba jakaś kur.. się powiesiła, bo prawie głowę urywa a kościste nastolatki fruwają po chodnikach niczym suchy krzak turlający się w starym dobrym westernie. Przed tobą jedna z najtrudniejszych decyzji w życiu. To nie jest rozkmina typu ile łyżeczek cukru dosypać do kawy lub jaką uczelnię wybrać. Fakt, studia to bardzo ważny okres w życiu każdego kto postanowił przedłużyć swoją edukację. Tam poznajemy osoby które ukształtują na długo nasz charakter i światopogląd. Melanż opór czy raczej nos w książkach? Decyzja należy tylko do was. Nie zbaczajmy jednak z tematu. Na mej jakże szalonej i krętej drodze którą można porównać do odcinka Szczytno-Olsztynek pojawił się problem który spędza mi sen z powiek. Udręka którą można porównać do Drogi Krzyżowej zagościła w moim szarym życiu. Rozmowy ze znajomymi i przyjaciółmi tylko pogarszają sytuację. Pojawia się coraz więcej wątpliwości które utrudniają podjęcie racjonalnej decyzji! Katastrofa porównywalna do zatonięcia Titanica czeka tuż za rogiem i szczerzy zęby czekając na twoje potknięcie z telemarkiem. Los podobny do John Wayne'a celuje do Ciebie z pięknego wypolerowanego Colta - nielicho - niedziela wczesnopopołudniowy western staje się rzeczywistością. Trafisz i wygrasz ... czy też może padniesz i popełnisz błąd który będzie Cię prześladował przez bardzo długo. No bo czy jest coś trudniejszego niż wybór nowego malowania na twoją Yamahę : (         pomocy    !

sobota, 10 marca 2012

40 Męczenników i Alibaba




10 marca w Kościele katolickim obchodzimy święto Czterdziestu Męczenników i Alibaby. W Polsce nieoficjalnie również Dzień Mężczyzny. Nieoficjalnie, bo rządy feministek nigdy nie wprowadzą do kalendarza czerwonej karteczki. Co łączy te dwa pozornie odmienne obrzędy ? Odpowiedź jest stosunkowo prosta - cierpienie. Ile facet musi się namęczyć przez te baby, normalnie czasami można zwariować! Z kim bym nie rozmawiał wszędzie to samo. Dziesięć zmian na minutę, huśtawka nastrojów - enigma w spódnicy. Jak z nimi wytrzymać, rozmawiać i zrozumieć? Choć raz w roku chciałbym usiąść w fotelu, dostać wypieczony stek i szklaneczkę Jacka ze Spritem. Phiii marzenie ściętej głowy - to nie Boże Narodzenie i prezentów nie będzie. Nawet za te życzenia i kwiaty które wręczyłeś na Dzień Kobiet możesz dostać opierdol. Za co?  Za chęć do życia i miłość do ojczyzny, niepozmywane talerze, za kiepską nutę w eterze. Zawsze jest jakiś powód do narzekania - raz chce żebyś był samcem alfa za tydzień odmieniło się i jesteś natrętny i niepotrzebny. Przyczyny tego zachowania nigdy nie zostaną odkryte - nawet najwięksi myśliciele w dziejach naszej kultury i nauki załamali ręce. Bądź mądry i pisz wiersze - post krótki ale daje do myślenia, resztę niech każdy sam sobie dopisze. Jedno jest pewne - Łomża żąda dostępu do morza i czerwonej kartki w kalendarzu z okazji Dnia Mężczyzny !

środa, 7 marca 2012

Baby i ich święto







8 marca Dzień Kobiet. Żeńska część narodu domaga się spektakularnego i widowiskowego posta z tej okazji, porównywalnego z Dniem Niepodległości Rolanda Emmericha - mamy kryzys i zaplecze finansowe trochę odbiega od Hollywoodzkich standardów. Fajerwerków nie będzie, bo to nie sylwester - limit czekoladek już na marzec wykorzystałem bo w poniedziałek był Dzień Teściowej hmmm pozostało dobre słowo, o które tak ciężko w dzisiejszych czasach, zwłaszcza z ust takiego aroganckiego i nieokrzesanego typa jak ja. Wyjdzie taniej tak więc napiszę coś na ten temat. Nie od dziś wiadomo, że kobietom chodzi tylko o sex, władzę i czekoladę. Kup truskawkową zamiast wiśniowej to będzie taka awantura, że sąsiedzi wezwą ABW bo pomyślą, że to egzekucja członka mafii. Nie kupisz to wyjdzie na to że jest za gruba :) jak nie wiatr w oczy to chuj w dupę. Myślą przy tym jeszcze jak nie przytyć i wyglądać modnie co z tym idzie nie zawsze wygodnie. Latają po tych dziurawych niczym Księżyc chodnikach na 20cm szpilkach - co druga nawet nie wie, że rusza się jak żelbetonowy kloc. Cóż  chcą to niech latają przynajmniej tyłek w nich lepiej wygląda. Właśnie za co je kochamy? Prócz cycków i tyłka może są jakieś inne zalety owych kokietujących stworzeń. Czasami coś ugotują, upiorą ale od tego mamy Mc Donalds'a i pralkę hmmm może to ich dar przekonywania - gdy urywasz śmigło tylko twoja siostra jest wstanie przekonać Cię do powrotu do domu ratując tym samym życie kilku kozakom a tobie oszczędzając wizytę u dentysty. Może to sposób w jaki rodzicielka pokazuje co zrobić z twoim pokręconym życiem gdy sam nie dajesz sobie rady. Może jednak to czynnik X który posiada twoja kobieta - działając niczym Żeń-szeń i melisa w zależności od sytuacji. Ciężko to wszystko ogarnąć w kilku słowach ale należy się im szacunek. To dla nich się golimy i myjemy częściej niż raz w tygodniu. Zasadniczo udając dżentelmena powinienem powiedzieć, że kwiaty powinny dostawać codziennie - chuja prawda ! Bukiet choć piękny i pachnący, nic prócz doznań czystko estetycznych im nie da. Hmmmm jednak z drugiej strony gdy dasz ona też może dać hehe : )  tak więc marsz do kwiaciarni, może przy okazji zmontujecie jakiś wyż demograficzny który będzie pracował na moją emeryturę.

poniedziałek, 5 marca 2012

Trasa




Jeżeli twoim środkiem lokomocji jest samochód a nie autopięta i więcej czasu spędzasz za kółkiem niż jako pasażer możesz nazwać się kierowcą. Jest jednak różnica między osobą posiadającą prawko zdobyte za 34 razem a osobą która potrafi odnaleźć się w różnych sytuacjach na drodze. Łącznik między kierownicą i pedałami jest najważniejszym elementem w aucie. To od niego zależy czas reakcji i sposób w jaki prowadzi swój dyliżans, czy swoim zachowaniem spowoduje niebezpieczeństwo i przydriftuje zimową porą przednionapędówką na prostej drodze zmieniając zbyt gwałtownie pas ruchu czy też przyjmie to na klatę   i po wszystkim będzie dalej popijać kawę . No cóż takie mamy realia w tym pizdowatym kraju, nie można nawet wieczorową porą poszaleć na pustych parkingach i popracować nad sobą i poznać swoje auto. Po chwili robi się niebiesko, a ty redukujesz i wypadasz bokiem na główną drogę - bo po co słuchać kazań o gaśnicy która i tak jest chuja warta podczas pożaru - wiem co mówię - dziwna sprawa gdy uświadamiasz sobie, że stoisz w płomieniach. Jednak po chwili przypominasz sobie o kodach na nieśmiertelność i stres mija .
 Kurs na prawko w naszej kochanej Polsce - Pan kierowca zaparkuje, Pan kierowca pokaże płyn do spryskiwaczy, Pan kierowca włączy kierunek i chuj niech się dzieje wola nieba. Nic o niebezpiecznych sytuacjach i zagrożeniach. Finlandia - pokręcony kraj w którym szkolenie kierowcy można porównać do naszych studiów inżynierskich. Doświadczenie i pokorę zdobywamy z każdym kilometrem. W Tuskolandi jedzie Pani Basia albo Zenek ze Złotopolskich i nagle jeb wyprzeda sportowym Pikaczento cztery 20 metrowe składy prowadzone przez niewyspanych Litwinów. No kurwa gratuluję wyobraźni i 300 konnego auta do streetracingu... Schizy i wpadki zdarzają się najlepszym. Syndrom autopilota - lecisz sobie zmęczony po całym dniu przed tobą 150km do domu. Myślisz sobie spoko, nie takie trasy i nie w takich warunkach się robiło. Zjeżdżasz z Wyszkowskiej i nagle odzyskujesz świadomość pod Łomżą. Myślisz sobie "O kurwa podróż w czasie" nie mogę rozgryźć tego do dziś ale fizyka kwantowa to nie moja najmocniejsza strona. Według osób które stworzyły szkolenie i systemy egzaminacyjne w Polsce jedyna sytuacja zagrożenia na drodze to zderzenie dwóch aut na skrzyżowaniu bezkolizyjnym. Inna sprawa gdy lecisz ponad dwutonowym hamerykańskim bydlakiem i w połowie wiaduktu stawia szacownego Pana kierowcę bokiem - ja oganiam ale Magda M. z TVN raczej nie koniecznie. No tak bo 10 lat temu prawa fizyki były trochę inne i nikt nie słyszał  o poślizgach i innych tego typu atrakcjach. Czekajmy dalej - teoria Darwina działa - przeżyją najlepsi - jest jeden haczyk oszołomy zabierają z tego świata również wartościowe osoby.

niedziela, 4 marca 2012

Koala






Marzec ... pierwsze promienie słońca przebiły się przez ciemne chmury spowijające naszą Tuskanię. Kraj mlekiem i miodem płynący pod władaniem Rudej Grażyny, w którym niedługo zacznie się okres godowy misi koala. Na ulice wykopytkują młode gazele i sezon łowiecki rozpocznie się od nowa. Młody kojot woli odgryźć sobie uwięzioną łapę, niż dać się złapać wąsatemu meksykaninowi. Tak więc usilnie szuka swojej ofiary szwendając się po pubach i klubach, no cóż w tym jego zguba. Wszędzie stare rury i lamabadziary a do świeżych kobiet młody kojot jest nieśmiały. No cóż w Polsce i na świecie wymierającym gatunkiem są młode i niewinne łanie. Dziczyzna w sumie nigdy nie wyjdzie z mody, zawsze będzie miała swojego odbiorcę ale nie przesadzajmy, zgrabna gazela to nie dzik. Już wkrótce podczas spaceru będziesz otoczony przez sweeetaśnie pary tulące się gołąbeczki. Dziś jednak idziesz poprawić sobie humor na wystawę motocyklową. Co pobudza bardziej młodego misia koala bardziej niż hostessy? Odpowiedź jest prosta hostessy na zajebistych motorach :) Więc masz wyjebane na te "zakochane" pary i będziesz przebywał z jedyną która odwzajemnia twoje uczucia... z brutalną mocą zaklętą w silnikach motocyklowych !

czwartek, 1 marca 2012

Kop Kuba kop



Piłka nożna - piękny sport dla widza... niewidomego. Niby sport narodowy bo kiedyś, kieeeedyś gdy nikt nie myślał jeszcze nad sweet fociami i umieszczaniem ich w sieci, podobno nasza reprezentacja ostro wymiatała. Orły bo tak ich wtedy nazywano okazały się impotentami i nie doczekały się godziwych następców. Niedopingowanie i nieoglądanie tych wypocin rzekomo jest nie amerykańskie - chuj trudno do Stanów się nie śpieszę chyba, że po jakiegoś Mopara. Jak można oglądać 22 facetów biegających po wielkim jak nasz deficyt budżetowy stadionie. Rozumiem football hamerykański - każdy zawodnik bierze udział w meczu - napierdala przeciwnika skacze, bryka i wiruje a tu?  Jeden stoi, trzyma rękę w kieszeni i drapie się po jajkach.  Drugi mógłby dostać Oscara za drugoplanową rolę żeńską w filmie Upadek. Biegnie sobie taki Cristiano, przeciwnik kilometr od niego, nagle lekki podmuch wiatru i  i jeb... leży, no sorry ale dla mnie za takie aktorstwo powinno się obcinać jaja. Dwóch w wielkich białych rękawiczkach czeka tylko na koniec meczu, by po wszystkim pojechać na  Sunrise festiwal. Chłopaki łykną piksa i ośka, łapy w górę... może nabiorą trochę formy. Kondycja a raczej jej brak to chroniczna przypadłość naszej reprezentacji. No niestety, jak chce się strzelać gole i konkurować z najlepszymi trzeba zapierdalać. Nasze kochane kurczaki nadają się ewentualnie do Polskiej Kadry Picia Wódy. Historie z melanżami na zgrupowaniach uuuu przebijają ich dokonania na stadionach. Czekamy  na Cud na Wisłą part two Anno Domini 2012  Panie Błaszczykowski a więc kop Kuba kop.