niedziela, 24 lutego 2013

Okienko


Niedziela dzień Cwela - jak to mawiali starożytni grecy- nie bez powodu. Leżysz w betach zamiast wstać i wyruszyć w pełną przygód i niebezpieczeństw podróż, porównywalną z wyprawą Froda we Władcy Pierścieni po składniki na obiad. Droga jest pełna kraterów, których nie lubi aluminiowe zawieszenie w twoim BMW, straszne maszyny w rękach demonicznego wysłannika piekieł czają się za każdym zakrętem- mowa tu o fotoradarach i ministrze Rostowskim.  Steki same się nie usmażą a tym bardziej nie przyjdą bo zostały już pozbawione kopyt i rogów, które nie koniecznie są smaczne chociaż nie miałem okazji ich spróbować. "Dom mam, pracę mam,  motor mam, staw mam a dziewczyny nie mam" - w sumie na chuj komuś staw? - jedyne co przychodzi mi do głowy to kawał o żabie - coś mi jebie w stawie - suchar aż boli ! wkradł się błąd logiczny - rozchodziło się o dziewczynę - w sumie też jest niepotrzebna bo kobiety nie potrafią smażyć steków, dźwigać też podobno nie mogą, chyba że swoje 20sto kilogramowe torebki w których jest wszystko od Arki Przymierza po zatopioną Atlantydę- i znowu jesteśmy w punkcie wyjścia. Siedzisz w oknie i wyglądasz niczym orzechy w Nussbeisserze - ewentualnie niczym babcia ze straży osiedlowej. Co do czekolady to jest niczym zimne piwo w upalne sierpniowe dni. Każdy ma swoją ulubioną której nie je kawałkami tylko hurtem na euro palety. Ja wybrałem tę bo podobno czerwone są szybsze- będę wulgarny bo nie ma co pierdolić że rozpływa się w ustach chociaż faktycznie tak jest - po prostu łatwiej się otwiera to jak abordaż laski w sukience mini - minimalistyczny wysiłek i maksymalne efekty :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz