czwartek, 1 marca 2012

Kop Kuba kop



Piłka nożna - piękny sport dla widza... niewidomego. Niby sport narodowy bo kiedyś, kieeeedyś gdy nikt nie myślał jeszcze nad sweet fociami i umieszczaniem ich w sieci, podobno nasza reprezentacja ostro wymiatała. Orły bo tak ich wtedy nazywano okazały się impotentami i nie doczekały się godziwych następców. Niedopingowanie i nieoglądanie tych wypocin rzekomo jest nie amerykańskie - chuj trudno do Stanów się nie śpieszę chyba, że po jakiegoś Mopara. Jak można oglądać 22 facetów biegających po wielkim jak nasz deficyt budżetowy stadionie. Rozumiem football hamerykański - każdy zawodnik bierze udział w meczu - napierdala przeciwnika skacze, bryka i wiruje a tu?  Jeden stoi, trzyma rękę w kieszeni i drapie się po jajkach.  Drugi mógłby dostać Oscara za drugoplanową rolę żeńską w filmie Upadek. Biegnie sobie taki Cristiano, przeciwnik kilometr od niego, nagle lekki podmuch wiatru i  i jeb... leży, no sorry ale dla mnie za takie aktorstwo powinno się obcinać jaja. Dwóch w wielkich białych rękawiczkach czeka tylko na koniec meczu, by po wszystkim pojechać na  Sunrise festiwal. Chłopaki łykną piksa i ośka, łapy w górę... może nabiorą trochę formy. Kondycja a raczej jej brak to chroniczna przypadłość naszej reprezentacji. No niestety, jak chce się strzelać gole i konkurować z najlepszymi trzeba zapierdalać. Nasze kochane kurczaki nadają się ewentualnie do Polskiej Kadry Picia Wódy. Historie z melanżami na zgrupowaniach uuuu przebijają ich dokonania na stadionach. Czekamy  na Cud na Wisłą part two Anno Domini 2012  Panie Błaszczykowski a więc kop Kuba kop.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz