Weekend - najzacniejsza część tygodnia którą poprzedziła ciężka praca lub ewentualnie wegetacja w miejscu zatrudnienia. Pomysłów i sposobów spędzenia tych kilku godzin jest więcej niż gwiazd na niebie. Zaczynając od całonocnych melanży krocząc z klubu do klubu, wizyty w operze lub teatrze a kończąc na pikniku w Pipidowie Dolnym. Co kto lubi do wyboru do koloru - ograniczenia to fantazja, stan konta i limit czasowy który możemy przeskoczyć gdy czynnik o którym wspomniałem wcześniej nie trzyma nas twardo w ryzach. Korzystając z okazji wybrałem się do Stolicewa. Niestety, człowiek jest niekonsekwentny w tym co mówi i robi - 2 lata temu byłem na super mega MotoBazarze i stwierdziłem, że nigdy więcej moja noga tam nie postanie. Dziś odwiedziłem po raz kolejny ten jarmark z nadzieją, że jakimś cudem dokupię kilka niezbędnych gratów. Nic bardziej mylnego - połowa "fachowców" i znawców tematu powinna być powieszona razem z naszym Premierem na suchej gałęzi. Kilkadziesiąt pseudo sklepików i straganów "fanów i pasjonatów" jednośladów powinno być idealnym miejscem na przedsezonowe zakupy. Jednak okazuje się że połowa z nich nawet nie wie co to jest ślizgacz na piszczel a o rozmiary i dostępność tarcz hamulcowych do topowych modeli Yamahy nie ma co pytać. Przebolałem bilet wstępu w cenie McZestawu i pół godziny oczekiwania na wejście w 200metrowej kolejce - odbiję sobie za chwilę gdzieś w galerii. Sam nie lubię dreptać po tych zatłoczonych labiryntach pełnych zwiedzających a nie kupujących więc dołączyłem do siostrzyczek które grasowały już w Arkadii. Na pierwszy ogień poszedł Pull&Bear - wtedy zorientowałem się że nie mieszczę się już w rozmiarze L - dziwne to i niezrozumiałe bo jakoś od ostatnich grudniowych zakupów mnie nie przybyło - nie licząc bicepsa który w obwodzie przypomina teraz bardziej kobiece udo niż ramię programisty, pozostałe proporcje zostały zachowane. Zawsze wydawało mi się że L - Large znaczy duży, czyli nooo liczmy na takiego faceta 185 cm ale koniec końców człowiek bez wykształcenia więc mogę się mylić, trudno szukam XL. Tego kosmicznie dużego rozmiaru jak na lekarstwo, prędzej znajdziesz oszczędności w sejmie niż ładną koszulę dla Bercika. Jeden, drugi, trzeci sklep nic tylko usiąść i strzelić sobie w łeb. Wpadam do ZARY - dział męski, jeszcze ostatnio taki przypominał ale dziś stwierdziłem, że mój poziom testosteronu i orientacja hetero nie pozwala na zbyt długie przebywanie w tym miejscu - Adieu. Różowe spodnie - kurwa powtórzę RÓŻOWE - nawet Miss Polonia oferując swój boski tyłek nie namówi mnie do założenie tej paranoi na moje cztery litery! FootLocker - moja jedyna nadzieja... Jednak i tam moje morale zostały rozbite na atomy - wszystko na kształt trampek, rozpłakałem się ; ( wziąłem pierwsze lepsze czarne i poszedłem do kasy... Sytuację uratowała wizyta w księgarni i kupno kolejnej książki autorstwa Puzo. God bless him !

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz