sobota, 4 lutego 2012

Paul & Pierre

Od wieków jednym z ulubionych tematów artystów była walka dobra ze złem. Na początku był chaos.  Następnie Homer wparował ze swoją Iliadą. Owe arcydzieło przedstawia nam największą starożytną wojnę o dupę super Tap Madl - Hellen of Troy. To akurat się nie liczy, bo to akurat zła kobieta była. Na naszych nudnych lekcjach historii mieliśmy sporo przykładów takich zmagań. Wiele z nich doczekało się ekranizacji. O kilku nawet warto wspomnieć : Król Lew, Zakochany Kundel oraz Mortal Komat. Co do tego ostatniego nie jestem pewien, podchodzi mi to bardziej pod komedię romantyczną ale w ostateczności ujdzie. Naszemu pokoleniu nie dane jest zmagać się z komunizmem, faszyzmem oraz innego rodzaju dyktaturami. Pozostał nam skurwiały system i 460 świń do wykarmienia na Wiejskiej. Sprzeciw wobec kumoterstwa i innych zboczeń "demokratycznych rządów" przeciętnemu Polakowi wydaje się odległy, nie licząc protestów wobec ACTA. Statystyczny Kowalski zmaga się na co dzień z dwoma panami o francusko brzmiących nazwiskach. Jeden to synonim dobra ładu - Paul-Jean Deque. Po drugiej stronie barykady stacjonuje Pierre Dolnique. Uosobienie chaosu, ciemności. Można porównać go do naszych wschodnich sąsiadów. Gdy raz wtargnie do naszego uporządkowanego życia, trzeba użyć drastycznych środków by opuścił progi naszego domu, mieszkania. Każdy niby jakoś sobie radzi z tonami notatek, rachunków które zalegają na naszych biurkach. Podobno w porządek w chaosie odnajdzie tylko geniusz. Nie oszukujmy się, nie macie IQ na poziomie 160. Jak zwykle to bywa siły dobra mają swojego bohatera który czeka na odpowiednią chwilę. Zanim się to jednak stanie, cywile ponoszą wielkie straty. Pendrive'y, numery telefonów do super lasek zapisane pośpiesznie na malutkich karteczkach, zagubione gdzieś w tym bałaganie, same się nie odnajdą. Trzeba kiedyś pogodzić się ze ściereczką, i odkurzaczem. Mr Deque kiedyś w końcu wkroczy niespodziewanie do twego życia. Niezapowiedziana wizyta rodziców lub partnera? Twój taniej z mopem można wtedy porównać jedynie do akrobacji Patrick Swayze'ego w Dirty Dancing. Każdy doskonale wie, że nie ważnie jak zaczynasz ale jak kończysz :) Tym oto pozytywnym akcentem kończę swój wywód. Zapomniał bym o jednym ... sam jestem pod zaborem sił zła, tak więc jeśli któraś z miłych pań się nudzi :) zapraszam    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz