Nie trzeba być Harrym z Tybetu albo Nostradamusem żeby stwierdzić, że nadchodzący tydzień będzie chujowy. Powrót do rzeczywistości po zajebistym dniu zawsze jest trudny. Jeszcze wczoraj pędziłeś do Olsztyna nowym dyliżansem, fakt że kolor super męski - BabyBlue - ale cóż nie można mieć wszystkiego. Dziś tłuczesz się do pracy dynamiczną niczym nasza gospodarka Meganką, bo jakaś pizda wyjechała bezpośrednio przed maskę twojego kochanego Jaguara. Mając stówę na blacie ciężko jest ominąć wielkiego jak dom Mercedesa. Zimno, ciemno i do domu daleko. Przeziębiony i zakatarzony patrzysz jak towarzysz za wschodniej granicy drepcze po warsztacie bez koszulki i w klapkach. Masakra ! Koleś umył sobie głowę pod kranem z którego leci lodowata woda i zapierdala prawie na waleta do samochodu. Na sam widok dostaję dreszczy. Zbyt długa zimna załatwi nawet najtwardszego zawodnika. Środa, a ty leżysz jak małe dziecko pod ciepłą kołderką, czekając na ocieplenie klimatu. 2012 - miał być koniec świata, 40 stopniowa gorączka, powodzie jakieś rozrywki typu zamieszki tymczasem cały kraj jara się pierdołami. Gigantyczne odprawy dla urzędasów, chuj z tego skoro skończyły mi się płatki :( najbliższy sklep w sąsiednie galaktyce. Śmierć głodowa murowana. No cóż, mega przekrętom nie sposób zaradzić a śniadanie zjeść trzeba. Koniec końców to najważniejszy posiłek dnia. Dieta ala Tap Madl może to i nie jest ale mam nadzieję że kilogramy pochłanianych protein pójdą w bajcepsy a nie w oponkę okalającą brzuszek! Ścisły post który dziś obowiązuje statystycznego polaka - jestem za jak najbardziej! Wysłałem nawet swojego leniwego brata po dietetyczne i delikatne mięso na steki. Polędwica wołowa w Środę Popielcową idealnie pasuje do tak zagorzałego katolika jakim Bercik. Pójdę jeszcze się wyspowiadać tak dla zasady! Bo nie ma to jak opowiadanie swoich niecnych zachowań człowiekowi który częściej odwiedza burdele niż jednostki dochodzeniowe ABW.
Tak więc wegetujesz czekając na weekend z nadzieją, że w międzyczasie skończysz wreszcie wniosek do Urzędu pracy i odzyskasz część pieniędzy które wpompowujesz codziennie na konto skarbu państwa tankując astronomicznie drogie paliwa. Weny brak, MS Office brak - został na poprzednim netbooku który spierdolił się w bliżej nie znanych okolicznościach! Nowy Dell kupiony za gotówkę bo niewolnikom z firmy załatwiającej raty nie chciało się wykonać telefonu do pracodawcy. Nie pozostało nic tylko wypić zgrzewkę RedBulli i iść spać !
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz